Zanim powstanie konkretna ilustracja, w mojej głowie zaczynają kłębić się pomysły – jak mogłaby wyglądać dana scena, jakie elementy powinny się w niej znaleźć, jakie emocje wywoływać i jak najlepiej opowiedzieć historię za pomocą jednego obrazu. Z tych luźnych skojarzeń i wyobrażeń stopniowo wyłania się kompozycja, którą przenoszę na papier lub ekran.
Na etapie szkicowania często sięgam po tradycyjne media – ołówek i kartkę. Szybkie, luźne szkice pozwalają mi rozwijać pomysł, sprawdzać kompozycję i przede wszystkim „rozruszać rękę” przed przejściem do właściwego ilustrowania cyfrowego. To dla mnie naturalny pomost między pierwszą myślą a gotową ilustracją.
Następnie przenoszę się na iPada, gdzie przy użyciu Apple Pencil i programu Procreate tworzę finalną ilustrację. Choć jest to praca cyfrowa, sam proces przypomina tradycyjne rysowanie – każdy element powstaje z mojej ręki, od pierwszego szkicu aż po finalne detale.
Po zakończeniu pracy gotową ilustrację przenoszę na komputer, gdzie rozpoczyna się etap przygotowania jej do druku. Sprawdzam kolory, rozdzielczość, format oraz odpowiednie ustawienia pliku, a następnie dostosowuję projekt do konkretnego rodzaju papieru i techniki druku.
Na tym etapie szczególnie przydaje się moje doświadczenie zawodowe jako grafika komputerowego. Znajomość zasad przygotowania materiałów do druku, koloru, kompozycji i pracy z plikami graficznymi pozwala mi zadbać nie tylko o samą ilustrację, ale również o jej prawidłowe odwzorowanie w gotowym, fizycznym produkcie.
Skala tego procesu dobrze pokazuje moja wystawa „Czy w kosmosie straszy?”, do której w zaledwie półtora miesiąca powstało 40 autorskich ilustracji. Było to intensywne wyzwanie twórcze, wymagające nie tylko wielu godzin rysowania, ale również konsekwencji w budowaniu spójnego świata i opowiadaniu historii za pomocą obrazów.
Wybrane ilustracje z wystawy są również dostępne w formie pocztówek i plakatów, dzięki czemu można zabrać kawałek tego kosmicznego świata ze sobą. Znajdziecie je tutaj: Produkty.